Na mityngu dziś pojawiły się dwie kwestie: trzynastego kroku właśnie (jak mawia jeden z kolegów „Finanse i romanse”, która wynikła z uczciwości wobec siebie i innych.
Mam Żonę i nie chodzi tu o to, bym był uczciwy wobec Niej - nie widzi mnie zawsze, za to ja widzę i potem to ja patrzę sobie w oczy w lustrze.
Zostałem wychowany w ogromnym szacunku dla kobiet, z drugiej strony też onieśmielają mnie one. Po to też piłem - by czuć się swobodniej, mieć więcej śmiałości. Dlatego nie bardzo wiedziałem, jak zachować się wobec nowopojawiających się w grupie kobiet.
Wtedy przypomniałem sobie pewną zasadę savoir-vivre, która - bardzo ogólnie brzmi: Nie wyciąga się łapy do damy. Doskonale się to sprawdza we wspomnianej wcześniej sytuacji. Nie wyciągam ręki i nie pcham się z łapami do przytulania, bo nie taka jest moja rola. Moją rolą jest wsparcie i to staram się robić, nie skracając dystansu ponad to, co próbuję wyczytać z postawy i mowy ciała. I mowy samej w sobie. A także nie robić nic, bo przekroczyłoby moje poczucie uczciwości wobec siebie i innych.


Komentarze
Pokaż komentarze