Na początku trzeźwienia miałem problem. Słuchałem tych wszystkich historii i myślałem sobie to, co na terapii, że nie mam za bardzo co opowiadać. Nie trafiłem do więzienia. Nie pobiłem nikogo po pijanemu. Nie straciłem pracy przez picie. Nie straciłem rodziny.
Mimo to, chodziłem na mityngi i próbowałem coś powiedzieć, choć wydawało mi się, że moje wypowiedzi nie trafiają. Są za mało drastyczne. A nie chciałem opowiadać o czymś, co nie było moim doświadczeniem.
Nie pamiętam, co wydarzyło się najpierw. Zacznę więc od Wielkiej Księgi, zobaczyłem nowe, czwarte wydanie, kupiłem i wieczorem przeglądałem nową zawartość. Znalazłem rozdział Dla tych, którzy zatrzymali się w porę. Pomyślałem wtedy, że moje doświadczenie może być ważne dla kogoś - szczególnie, gdy jest pierwszy raz, bo nie wiem jaka jest jego opowieść. Wcześniej lub później rozmawiałem szczerze z Żoną. Była to jedna z pierwszych prób uzyskania…. Przabaczenia? Zamiast tego, usłyszałem, że myślała o rozwodzie. I dobrze, że poszedłem na terapię. Pomyślałem sobie wtedy, że te wszystkie więzienia, pobicia i straty pracy po prostu nie pojawiły się jeszcze. Z naciskiem na „jeszcze”.


Komentarze
Pokaż komentarze