W ośrodku odwykowym mieliśmy ułożony dzień: planowanie dnia, pierwsza grupa terapeutyczna, zajęcia, druga grupa, podsumowanie dnia. Podczas każdego z tych wydarzeń mówiłem o sobie: alkoholik.
Obawiałem się, że jak wyjdę, kupując bilet powiem: Jestem alkoholikiem i poproszę bilet.
Nie powiedziałem. Miałem ogromnego pietra, by pojechać do domu i móc pójść do sklepu, bo tam też mogłem kupić alkohol.
Mówienie o sobie "alkoholik" dało mi jednak tyle, że oswoiłem się z tym słowem. Nie czułem oporu przed nazywaniem siebie tym słowem.
Na mityngach poznałem ludzi, którzy mówili o sobie: "alkoholik" z dumą w głosie. I mówili mi, że nie będą próbować walki z alkoholem.
Wtedy zacząłem to czuć. Moją tożsamość i próbę zaakceptowania faktu, że jestem chory na alkoholizm. Zrozumiałem, że jedyne, na co mam wpływ to niesięgnięcie po pierwszy kieliszek. Zrobiłem Pierwszy Krok. I wciąż pracuję.


Komentarze
Pokaż komentarze