Mówimy w AA, że nie ma złych mityngów, są tylko takie, w których nie daliśmy z siebie nic. I najlepszy mityng to wciąż ten, który przed nami.
Staram się na mityngach coś powiedzieć, choć nie wyrywam się od razu. Jeśli tematy mi "nie leżą", staram się słuchać, tym niemniej wychodzę z założenia, że zawsze może być ktoś, komu przydadzą się moje słowa.
Nie mam służby, nie ubiegam się o nie. Nie prowadzę też mityngów, choć poproszony, nie odmawiam. Nie mam sponsora i jest to mój wybór. Nie mam nawet - na dobrą sprawę - jednej grupy, do której chodzę, na której jestem tydzień w tydzień. Gdy jadę na mityng, szukam innych, którzy np. nie mają czym dojechać.
Tym niemniej jest kilka osób, które na mnie liczy - codziennie rano robię zdjęcie stronie w książeczce Dzień po dniu i wysyłam z króciutkim komentarzem. Dostaję czasem nawet odpowiedzi. Wiem, spotykając tych ludzi, że czekają. Tak samo piszę tu, codziennie. Być może ktoś potrzebuje. Może ktoś czeka. Nie szukam poklasku i lajków. Jestem wdzięczny za każde przeczytanie. Staram się odpowiedzieć na każdy komentarz. I cieszę się tym.


Komentarze
Pokaż komentarze