Nie lubię wielkich kwantyfikatorów. Nie lubię mówić: „nigdy” lub „zawsze”, „wszystkich” lub „żadnych” czy „nigdzie” lub „wszędzie”.
Wydaje mi się, że mój umysł jest zbyt prosty, żebym mógł ogarnąć Wielką Zasadę Wszechświata w całości. Dlatego ciężko mi mówić słowa, które wiążą się z, Jakkolwiek Ją Pojmuję, Nieskończonością.
Z drugiej strony, wychodzę ze zdrowego założenia, że nie mogę być uczciwy, kierujący się brakiem uprzedzeń i gotowy w każdej możliwej chwili. Może mi się po prostu nie chcieć, mogę być zmęczony, mogę również - po prostu - upaść. Mogę czegoś lub kogoś nie polubić, a nawet złapać do niego urazę.
Jestem człowiekiem i cały mój urok polega na tym, że się mylę. I wolę być tak uczciwy wobec siebie, niż (jak powiedział kolega na mityngu ostatnio) w szóstym kroku powiedzieć, że dam komuś w zęby, zrobić to w siódmym, a potem wciągnąć na listę w ósmym i przeprosić w dziewiątym. Nie na tym - jak mi się wydaje - polega Program


Komentarze
Pokaż komentarze