Nie byłem agresywny po alkoholu. Nie mam też ciągot do przemocy samej w sobie. Trenowałem swego czasu karate, na którym nauczono mnie, że wygrana walka to taka, do której nie doszło.
Z alkoholem już nie walczę - choć szanuję przeciwnika i obawiam się go.
Nauczyłem się też ustępować, często dla świętego spokoju. Wychodzę z założenia, że nawet głupcy i ignorancji - oni też mają swoją opowieść. Przekonałem się, że nie potrzebuję udowadniać innym, że jestem od nich lepszy, mądrzejszy, czy co tam jeszcze. Zauważyłem, że wiele osób po prostu ze mną rozmawia i przychodzi po poradę. I rozumie.
Czasem jednak wściekam się bez sensu, gdy odpyskuje mi Syn czy Żona się spóźnia lub szef zachował się nie w porządku. A już najgorzej jest, gdy coś nie tak jest ze mną. Gdy ja zachowałem się nie tak, coś zepsułem, nie zrobiłem jak należy. A jak należy? - zapytałaby moja terapeutka, patrząc na mnie wzrokiem pani profesor zza okularów. I byłoby to dobre pytanie.


Komentarze
Pokaż komentarze