Swego czasu padłem ofiarą pułapki. Może lepiej: nadinterpretacji. Chodzi o filozofię „tu i teraz”, czy - jak nazywają to inni - „24 godziny”.
Miałem niepotrzebne wrażenie, że polega to na nieplanowaniu, życiem tylko teraźniejszością, dniem dzisiejszym. Robiłem dwa błędy: będąc podczas terapii skupiałem się na przeszłości (w końcu to NIE jest planowanie), po drugie zaś (i ważniejsze) - przesadzałem. A przesada, jak wiadomo, jest gorsza od (na przykład) faszyzmu.
To nie jest tak, źe nie możesz planować - powiedział mi przyjaciel z AA, któremu jestem wdzięczny za to do dziś. - Każdy z nas ma „cywilne” życie, a którym jest wyjazd na wakacje, operacja i wiele innych spraw. Ja podchodzę do tego tak, że to są daty, a moim zadaniem jest skupić się na dziś i pomyśleć co DZIŚ mogę zrobić, żeby się przygotować do JUTRA.
Było to odkrywcze i wyzwalające. Pozwoliło mi pozbyć się obsesji „kręcenia filmów” i nie zastanawiam się już, jak mi pójdzie czy jakie wrażenie zrobię (co nie znaczy, że nie mam niepokoju). Akceptuję istnienie planu Siły Wyższej. Rozumiem, że oferuje on to, czego mi potrzeba. Wypadnę tak, jak mi to potrzebne. Dla swojego spokoju dziś mogę napisać o tym notkę.


Komentarze
Pokaż komentarze