Nie bardzo pamiętam swój ostatni okres picia, gdzie właściwie nie trzeźwiałem, jakiś poziom alkoholu we krwi krążył mi właściwie bez przerwy. Nie było tak, że byłem wiecznie pijany, po prostu nietrzeźwy. Może ciut trzeźwiejszy, gdy miałem prowadzić.
Wspominam to jak ciemny, smutny czas bez nadziei. Dokładnie tak. Bez odrobiny światła, które rozproszyłyby ciemność mojego umysłu.
Nie widziałem dalszego życia bez alkoholu, a wiedziałem, że z alkoholem moje życie dalej tak trwać nie może.
Pojechałem na terapię, żeby się przekonać, że wszystko ze mną w porządku, odczekać trochę, doprowadzić wątrobę do lepszego stanu. Miałem nadzieję, że nauczę się pić z rozsądkiem.
Dowiedziałem się, że to nie tak. Że jestem alkoholikiem i ta myśl spowodowała, że zobaczyłem światełko w tunelu. Popatrzyłem w oczy swojej terapeutce i pomyślałem że jest nadzieja. Rozmawiałem z Żoną i zrozumiałem, że nie wszystko stracone.
Bo mam do czego wracać.
Tak zaczęła się moja zmiana. A Program traktuję raczej jak światła na skrzyżowaniu.


Komentarze
Pokaż komentarze