Próbuję osiągnąć równowagę różnymi sposobami. Próbuję na przykład medytacji. Próbuję ćwiczeń oddechowych.
Bardzo dobrze było mi w ośrodku odwykowym. Lubię mieć rytm, lubię proces. Poukładane, następujące po sobie czynności. I tak dokładnie było w ośrodku: każdy dzień miał ten sam rytm, nawet weekendy się zgadzały.
Wiedziałem co nastąpi.
Po powrocie bardzo trudno było mi zaakceptować fakt, że teraz już będzie inaczej i nie będę mógł zaplanować dnia co do godziny. Że w moje życie wkradnie się chaos.
Poszedłem więc na zwolnienie - jeszcze miesiąc.
Dziś rozumiem, że uciekłem i właściwie niczego - poza tym, że w pewnym momencie pojawiły się jakieś dziwaczne zawirowania z wypłatą - nie zmieniłem. Opóźniłem, co i tak miało nastąpić.
To prawda (w moim przypadku), że łatwiej jest, gdy powierzy się Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję. Gdy tylko to zrobiłem, przestałem się martwić o jutro, przestałem się przejmować, co nadejdzie. Zacząłem tylko dbać o swoje sumienie - jeśli nie miałem sobie nic do zarzucenia, nie miałem huśtawek.
Choć wciąż mam problemy ze spaniem. Radzę sobie.


Komentarze
Pokaż komentarze