Jedną z najmniej lubianych przeze mnie rzeczy na mityngach AA jest przerwa. Od kilkunastu lat nie palę papierosów, nie przeszkadzało mi palenie w ośrodku, nawet wychodziłem na przerwach do palarni - towarzysko.
Papierosy mają jeszcze jedna uzależniającą właściwość - nazwałem to socjotwórczą mocą palenia. Wychodzisz na papierosa i nie jest ważne, że widzisz człowieka pierwszy raz - po prostu prosisz o ogień i jesteście przyjaciółmi.
Dlatego wychodziłem na papierosa, zostawałem na przerwach. I nie przeszkadzało mi palenie innych. Zaczęło mi przeszkadzać rozmawianie o mityngu, o innych mityngach. Krytykowanie innych uczestników, których nie było w pobliżu.
Plotki - tak to się nazywa i temu, w dużej mierze służą przerwy.
Dlatego przyjeżdżam na godzinę, albo szukam takich grup, które nie mają przerwy. Nie lubię narzekania, nie lubię słuchać plotek a tym bardziej ich nie powtarzam.
Zdarzyło mi się być na mityngu AA w USA. Nikt nie czytał Kroków, Tradycji, mnóstwa papierków, a przede wszystkim zasad. I nie było prowadzącego, tylko człowiek, który przeczytał Preambułę i tyle. Ktoś opowiedział swoją historię. I się zaczęło. Mityng trwał godzinę.
Oczywiście przerwy nie było.


Komentarze
Pokaż komentarze