Mieliśmy swego czasu na grupie pana, który zawsze siedział sam. Miał swoje miejsce w rogu i zawsze na nim siadał. Nigdy nie było tam tłoku i nigdy nie było chętnego, który by przy nim usiadł.
Śmierdział niemiłosiernie. Wiem, bo kiedyś koło niego usiadłem i ledwo dotrzymałem do końca mityngu.
Stało się to nawet tematem mityngu roboczego.
Ma prawo tu być - powiedział człowiek, który prawie został moim sponsorem. Do dziś szanuję jego zdanie. - Zgodnie z trzecią tradycją.
Był jedynym, który wstawił się za nim - dokładnie wszyscy byli przeciw, uważając że owszem, lecz fakt, iż on zostanie, spowoduje że kilku odejdzie.
Ta sytuacja nauczyła mnie, że warto mieć swoje zdanie i nie uzależniać go od innych. I warto go bronić, choć tylko do momentu, gdy argumenty przeciwko są tak mocne, że obrona zdania stałaby się głupim uporem. Ostatecznie okazało się, że pan się nie mył nie dlatego, że nie miał gdzie (jak nam to przedstawiał) lecz dlatego, że nie chciał (co ustaliliśmy bezstronnie).
Nauczyłem się jeszcze czegoś.
Wspólnota polega na tym, że każdy może przyjść na mityng, jeśli tylko ma chęć zaprzestania picia. Aczkolwiek poza mityngiem nie muszę nikogo znosić. Na mityngach też. Zawsze jest jakaś inna grupa.


Komentarze
Pokaż komentarze