Jeżdzę na różne mityngi. Choć nie są od siebie odległe bardzo, to jest to pewna zmienna grupa ludzi, z którymi się spotykam. Uwielbiam poznawać nowych i słuchać ich historii. Oczywiście, są też tacy, którzy się „powtarzają” i nie uważam tego za niedobre.
Poza mityngami spotykam się głównie z kilkoma przyjaciółmi, dzwonię do nich. Jeździmy razem na mityngi. Gramy w ping ponga. Wychodzimy na kawę i podziwiamy piękno tego świata.
Jeden z przyjaciół ma kilkanaście lat trzeźwości, pozostali rok lub dwa. Najwięcej czasu spędzam z tym pierwszym i nie byłbym w stanie policzyć godzin, które przegadaliśmy.
Rozmawiamy też o Programie, lecz żaden z nas nie pomyślał, żeby poprosić drugiego o sponsorowanie, choć ten wątek pojawił się w naszych rozmowach.
Moimi sponsorami jesteście wszyscy wy - mawia Przyjaciel na mityngach.
Zawsze też wspominam słowa innego członka Wspólnoty, który w krótkim czasie stracił wielu bliskich, w tym dwoje dzieci.
- Nie ma powodu do zapicia - mówi często na mityngach. - I to ja wam to mówię.
To poleganie na Programie czy wybranych członkach Wspólnoty AA?


Komentarze
Pokaż komentarze