Jest czas siewu i czas zbioru. Wiem to, choć nie jestem rolnikiem i myślę, że nie będę. Czasem kusi mnie, by kupić kawałek działki i się nim rekreacyjnie zajmować.
Kusi mnie dlatego, że zasłużyłem. Pracowałem ciężko - najpierw w ośrodku, potem na terapii pogłębionej. To nie jest coś, co da się osiągnąć szybko, bez wysiłku.
Samo utrzymanie trzeźwości nie jest proste - w każdym sklepie w okolicy, na końcu, tuż za kasą znajduje się morze możliwości. Mogę chodzić do dużych marketów - i chodzę. Nie mam jednak sposobu na ogródki z piwem w gorący dzień. Właściwie - nie miałem. Dziś już jestem w stanie kupić sobie wodę w pobliskim sklepie i przejść obok ogródka, nie rozglądając się i nie myśląc.
Ostatnio byliśmy z Żoną na zlocie foodtracków. Kupiliśmy jedzenie i ona postanowiła spróbować napoju o smaku rumu z colą. Bez alkoholu.
Nie chciałbym próbować, a Żona wie, żeby mi nie proponować. Kupiłem sobie lemoniadę. Spędziliśmy przyjemnie czas.
A jednak o tym myślę, choć nie dlatego, że chce mi się pić, tęsknię czy mam głód. Myślę, że dobrze mi tak, jak jest. Gdy myślę na trzeźwo, gdy przeżywam wszystko.
Takie pomysły jak bezalkoholowa wódka mi niepotrzebne.


Komentarze
Pokaż komentarze