Mam zmartwienia. Jak każdy.
Nawet teraz - mieliśmy polecieć na urlop, tymczasem Żona ma problemy ze zdrowiem, więc pewnie nie polecimy.
Kiedyś miałbym pretensje - do świata, że zawsze przeciwko mnie, do Żony, że nie miała kiedy, licząc jakieś straty, które będą. Inna sprawa, że jak piłem, to pewnie byśmy nie polecieli, bo byłoby mi szkoda.
Wtedy nie lataliśmy na urlopy, starając się spędzić je tanio, na przykład u teścia. Z codziennym grillem.
Teraz, owszem, jest mi przykro, tym bardziej, że to właśnie Żona chciała obejrzeć miejscowe atrakcje. Tym niemniej teraz też patrzę na to, co teraz mogę z tym zrobić. I zastanowić się, po co mi to potrzebne.
Przepraszam, zepsułam - mówi Żona w poczuciu winy, zupełnie nie na miejscu, o czym przekonuję ją któryś kolejny raz tego dnia.
Mogę tylko powiedzieć, że Ją kocham. Nie jestem lekarzem, nie znam się na tym. Mogę zawieźć ją na miejsce, żeby ktoś się nią zajął.
A na urlop polecimy w ferie. Albo na Święta Bożego Narodzenia. Zobaczymy.


Komentarze
Pokaż komentarze