Nie lubię schematów. Nie lubię myślenia: od zawsze tak my robili i dobrze było, to po co zmieniać? W takiej sytuacji uwielbiam używać odniesienia do pewnej czynności fizjologicznej: kiedyś podcieraliśmy się palcem, dlaczego zatem dziś używać papieru?
Nie lubię rozumienia terażniejszości jako idei 24 godzin.
To jest bardzo nośna idea i - zgadzam się - bardzo się przydaje na początku drogi, żeby powiedzieć sobie: dziś nie piję. Tym niemniej jak słyszę od kolegi, który we Wspólnocie jest 30 lat, że on dziś nie pije dziś nie pali oraz, co najważniejsze, nie planuje, bo tak mówi AA… To nie.
Ja nie mam trzydziestu lat niepicia, a jednak nie myślę o alkoholu codziennie i bez przerwy. Po prostu nie ma go w moim życiu tak jak nie ma sprinterskich biegów przez płotki. Do tych ostatnich się nie nadaję, bo za mały i za gruby jestem, więc nie uprawiam.
Nie mam czasu zastanawiać się nad piciem alkoholu i kombinowaniem czy przydałby się czy nie. Dziś, mimo że był to ciężki dzień, pomyślałem o uldze, że przydałoby się coś. I wziąłem telefon.
Po rozmowie z przyjacielem mogłem pojechać z nim do miejsca, gdzie miałem być. Gdybym się napił, pewnie by mnie tam nie zawiózł. A tak - ja prowadziłem. I po co w to wszystko wprowadzać picie alkoholu, skoro żaden z nas o nim nawet nie pomyślał.


Komentarze
Pokaż komentarze