Dziadek nie chodził nigdy do lekarzy i potem, jak poszedł pierwszy raz to nie minęły trzy miesiące i my go pochowali.
Taką mądrość usłyszałem na mityngu we wtorek. Ręce mi opadły, a na usta cisnęło się pytanie: A może właśnie dlatego, że wcześniej nie chodził, tylko jak naprawdę zaczęło boleć? Byłem jednak na mityngu i obowiązują pewne zasady, a jedną z nich jest: nie komentujemy.
A szkoda, bo jeden z najlepszych mityngów polegał na tym, że spiker powiedział swoje, a potem uczestnicy opowiadali swoje historie w odniesieniu do spikera, zupełnie się nie przejmując zdaniami typu: zgadzam się z X.
Jestem alkoholikiem, który nie miał żadnych problemów ze zdrowiem typowych dla schorzenia, poza próbami wątrobowymi. Wychodziło za wysoko - przestawałem pić. Wracały do normy - zaczynałem.
Dopiero podczas trzeźwienia zdarzyło mi się i krwawienie z przewodu pokarmowego i zapalenie trzustki. Dzięki krwawieniu został u mnie zdiagnozowany nowotwór, a zapalenie trzustki trafiło się w wyniku zabiegu przedoperacyjnego.
Do dziś jestem wdzięczny lekarzowi, który mnie operował i twierdzę, że ma złoto w rękach. Myślę, że również w sercu. Mam do niego ogromny szacunek.
Aczkolwiek lekarze są też ludźmi. I jak ludzie, są dobrzy i źli. I profesjonalnie i z charakteru.
Nie lubię stereotypów.


Komentarze
Pokaż komentarze