Rozwój duchowy to nie jest prosta sprawa. Choćby dlatego, że nie jest łatwo go policzyć, a nawet - zdefiniować.
Religia jest dla tych, którzy boją się piekła, duchowość - dla tych, którzy już w piekle już byli - taką frazę usłyszałem kiedyś na mityngu.
Dla mnie duchowość nie ma wymiaru religijnego w sensie wiary w jakąś boską istotę. Próbowałem zajmować się religią: czytałem książki o różnych wiarach w tym hinduizmu, który wydał mi się najbardziej duchowy. Myślę, że był bardziej egzotyczny, niż duchowy.
Potem próbowałem poradników, skupienia na sobie, treningu nowych zachowań czy przyzwyczajeń. Czytałem i nie zmieniałem się.
Próbowałem też medytacji i uważności. Skończyło się tak, że irytował mnie zegarek, który wibrował w takt moich oddechów. Właściwie - pokazywał, jak mam oddychać.
Aż wreszcie przypomniałem sobie treningi karate mnóstwo lat temu. Gdy ćwiczyłem wśród zieleni, daleko od ludzi. Było to mistyczne przeżycie.
I to właśnie jest dla mnie duchowość. Skupienie. Zrozumienie siebie. Bycie częścią wszechświata. A może właśnie wiara w to, że jest dokładnie taki, jaki być powinien.


Komentarze
Pokaż komentarze