Często wspominam na mityngach, że moja alkoholowa historia nie obfituje w drastyczne momenty. Nie piłem niespożywczych alkoholi, nie byłem agresywny (za bardzo), nie byłem nigdy na izbie wytrzeźwień, nie miałem zatargów z prawem większych niż sikanie w miejscu publicznym.
Z tego powodu myślałem na początku pobytu w ośrodku odwykowym, że tam nie pasuję, bo w końcu co ze mnie za alkoholik. Miałem pracę, rodzinę, dom. Nikt nie chciał mi wierzyć, że to prawda.
Podczas terapii okazało się, że wcale nie byłem święty, lecz dotarło do mnie coś ważniejszego. Te wszystkie historie, ludzie, z którymi się spotkałem - pokazało mi to, gdzie byłbym, jeśli bym nie przestał.
Dopiero jednak najnowsze wydanie Wielkiej Księgi dało mi określenie tego, kim jestem: Dla tych, którzy zatrzymali się w porę.
Nie wiem, jak to się stało, że trafiłem na terapię - nie pamiętam tego dokładnie. Wiem tylko, że był to ciąg zdarzeń, które wydarzyły się w jakimś, pewnie dłuższym czasie. A jednak trafiłem tam, co więcej, spotkałem tę konkretną terapeutkę. Spotkałem tych wszystkich ludzi, od których zaczęła się moja przemiana.
To uważam za cud w moim życiu.
Przemiana wciąż trwa.


Komentarze
Pokaż komentarze