Kiedyś byłem na warsztatach i stanąłem przy stoisku z książkami.
Podać coś? - zapytał uprzejmie sprzedawca.
Dziękuję, patrzę, czy jest coś, czego nie mam - odpowiedziałem.
Więcej nie będzie - wtrącił się kolega ze Wspólnoty, z bardzo długim stażem. - Bill już nic nie napisze.
Kiedyś mnie irytowało, dziś bardziej nudzi rozróżnienie na literaturę „aowską” i „nieaowską”. Jakby science fiction miała być gorsza od głównego nurtu. Jest literatura dobra i zła. Tak samo są teksty które pomagają i które są szkodliwe, podobnie jak stereotypy.
Przeczytałem „Wielką Księgę”, zarówno trzecie jak czwarte wydanie. Ile razy? Zapytał mnie ktoś, kto czyta ją codziennie. Na końcu języka miałem: A ile razy ze zrozumieniem?
”Anonimowi Alkoholicy” to książka o niebagatelnym znaczeniu, ale nie jest nieomylna i nie jest wyrocznią. Została napisana przez kogoś, kiedyś, tak samo jak Biblia, nazywaną czasem „Świętą Księgą”. Prawda jest taka, że wszystkie te teksty zostały zatwierdzone przez ludzi, jako zamknięty kanon. Bo tak zadecydował człowiek. Taki dogmat.
Nie lubię bałwochwalstwa. Nie lubię dogmatów, dlatego „Wielka Księga” jest dla mnie wartościowa, ale nie jest jedyną wartością. Moje trzeźwienie nie jest określane przez to, czy czytam codziennie jej fragment ani przez to, ile razy go przeczytałem.
I nie rozumiem dlaczego ma nie być więcej literatury AA.
Czyżby nie miał kto jej pisać?


Komentarze
Pokaż komentarze