Długo nie dawałem się przekonać, że minąłem fazę krytyczną i przeszedłem w fazę chroniczną. Pokazali mi wykres Jelinka, który miałem sobie skserować i na jego podstawie napisać pracę.
Była to jedna z najtrudniejszych prac, które napisałem. Do każdej dostawaliśmy dodatkowe pytania i zagadnienia - one zrobiły najwięcej. Pokazały mi, jak wiele mi się wydawało.
Nie miałem problemów z prawem, tym niemniej zdarzały mi się okresy długotrwałego picia - każda przerwa (pracowałem wtedy w systemie 12/12) to był czas picia, choć powinienem spędzać go z rodziną. Gdy pracowałem z domu, zdarzało mi się popijać od rana. Nawet jeśli nie, to piłem w samotności, przychodząc do knajpy, miałem w kieszeni dwusetkę, którą wypijałem w trakcie posiedzenia, poza tym, co zamawiałem w barze. Zwykle nie przychodziłem do niej trzeźwy, a nawet pod wpływem.
Mógłbym tak jeszcze długo, aż do tego, że walczyłem z demonami, które chciały wedrzeć się do mojego domu.
Powiedzieli mi, że wystarczy, żebym znalazł dwie cechy z wykresu Jelinka. I już. A jednak - wypierałem. Nie chciałem się zgodzić, uważając się za lepszego.
Po to właśnie są prace. Ta rezonowała we mnie jeszcze długo w trakcie terapii i po niej. Dziś wiem, że jestem na zielonej, wznoszącej się linii.


Komentarze
Pokaż komentarze