Nie lubię słowa „Bóg”. Wolę mówić o „Sile Wyższej”, „Wielkim Architekcie”, „Wielkiej Zasadzie Wszechświata”. Ostatecznie używam „Mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję”.
Byłem grzecznym dzieckiem, oficjalnie. Kiedy byłem mały, kazali mi odmawiać paciorek na kolanach, co wieczór. Kazali mi chodzić do kościoła co niedziela i w święta. Kazali mi wypowiadać formułki. A potem kazali mi zostać ministrantem, którym byłem przez kilka lat.
Nie lubię, jak mi się każe, dlatego nie lubiłem mityngów na początku. Kazali mi na nie chodzić, bo nie zaliczę terapii. A ja, będąc wciąż grzecznym chłopcem i piątkowym uczniem, chciałem uzyskać zaliczenie.
Mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję spowodował, że nie skończyłem terapii podstawowej oficjalnie - w rozumieniu otrzymania papierka. Zostałem zmuszony do przerwania grupy terapeutycznej. Na zakończenie terapii pogłębionej nie dostałem papierka, za to podziękowałem serdecznie swojej terapeutce.
Wszystko dlatego, że zamiast pytać Czemu MNIE to spotyka?, zacząłem pytać Po co mam to przeżyć?


Komentarze
Pokaż komentarze