Jest w AA takie popularne powiedzenie, że pójście na mityng jest jak zażycie lekarstwa.
Ostatnio, jako że się poukładało jak poukładało, jestem na połowie mityngu (jeśli ten trwa dwie godziny), za to dwa razy zamiast razu Albo i więcej, ile potrzebuję. Spotkałem się już z wieloma komentarzami, że taki mityng to nie mityng, że to na pół gwizdka i że to lepiej nie iść w ogóle (tak, taki tekst się również pojawił i nie obchodzi mnie, czy był czy też nie był to żart). Na szczęście ktoś zwrócił uwagę że wczoraj byłem na całym mityngu.
Lata trzeźwości niekoniecznie mają po drodze z rozwojem duchowym i Programem - powiedziała dziś spikarka na mityngu. Wspaniałym, o Jej pojmowaniu Programu, wrażeniach, uczuciach.
Nie ukrywam, że nie miałem i nie mam sponsora. Tym samym nie „przerobiłem” Programu. Może dobrze, bo czuję w sobie, słuchając doświadczeń takich jak dzisiejsze, że mam to w sobie. Jakoś rozwinęło się to we mnie - może na terapii, może na mityngach, może podczas dyskusji z Przyjaciólmi. A może właśnie tak jestem poskręcany.
Staram się żyć codziennie. Robić to, co uważam, że powinienem robić i robić to z sercem. Mam nadzieję, że wykonuję Plan wobec mnie. Rozwijaj siłę ducha, by mogła być tarczą dla Ciebie - mówi Desiderata.
Próbuję.


Komentarze
Pokaż komentarze