Byłem dziś na mityngu spikerskim. Słyszałem już tego mówcę a i tak byłem zachwycony. Doskonale pokazał to, co i ja chciałbym kiedyś osiągnąć: przemianę wewnętrzną.
Gdy patrzę wstecz widzę również po sobie, jak bardzo się zmieniłem. Mimo inteligencji i bycia wartościowym człowiekiem, mam wciąż poczucie, że jestem gorszy od innych. I choć doskonale wiem, że to nieprawda, nie przeszkadza mi to czasem się lekko zdołować.
Lekko, bo odrzucam te myśli szybko.
Tak jak dziś spiker mówił o poczuciu winy. Nie ma co się zadręczać tym, co było, bo to ja jestem twórcą wszystkiego co jest. A tamto już było.
Patrzę na siebie sprzed paru lat: zagubionego, w nowej roli, przerażonego odpowiedzialnością, którą miałem podjąć.
Patrzę na siebie dziś: jestem mężem, ojcem, szefem. Jestem zawsze nieustraszony i odważny.
Jestem emanacją Boga.
Potężne błogosławieństwo Boże otula mnie, moje życie i moją pracę.
Całość tej afirmacji wraz z tłumaczeniem tutaj.
PS. Notkę napisałem wczoraj. Z jakiegoś powodu się nie opublikowała, zauważyłem w tym momencie.


Komentarze
Pokaż komentarze