Boże, Stwórco mój, oddaje Ci w posiadanie to wszystko, co jest we mnie dobre i złe. Modlę się i błagam, abyś raczył usunąć ze mnie wszystkie braki mojego charakteru, które przeszkadzają mi być użytecznym dla Ciebie i mych współbraci. Udziel mi siły, abym od tej chwili czynił Twoją wolę.
Nie znam na pamięć modlitwy Siódmego Kroku. Nie czułem takiej potrzeby. Jest to dla mnie pewien ciąg słów, który mam zapisany, aczkolwiek nie potrzebuję go posiadać w każdej chwili. Mam pod ręką. W pliku w chmurze.
Modlitwa jest mi potrzebna, żeby się na niej skupić. Skupienie jest mi potrzebne, żeby przenieść uwagę na coś innego. Przeniesienie uwagi jest mi potrzebne, żeby się uspokoić.
Czego ludzie nie lubią wyjawiać, to swoje tajemnice. Ja też tak mam, choć wychodzę z założenia, że nie mam się czego wstydzić. Owszem, gdy piłem, robiłem różne rzeczy. Przestałem się oskarżać o całe zło świata. Jest wiele sytuacji, o których wiem. Za większość przeprosiłem. Za część nie mogłem, bo np. moi rodzice nie żyją.
Tym niemniej, kim jestem, żeby przed moim Bogiem, Jakkolwiek Go Pojmuję, ukrywać cokolwiek?
Jest, oczywiście, jakaś część wydarzeń, które wydarzyły się w moim pijanym życiu, a których nie pamiętam. Lub takich, które pamiętam, ale nie wyciągam na światło dzienne. Wystarczy, że przegadałem je z terapeutką, Żoną lub Przyjacielem.
Mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję, i tak wie. Skoro ja wiem.


Komentarze
Pokaż komentarze