Byłem na wielu mityngach, gdzie przyjmowaliśmy nowego. Zawsze ktoś doświadczony (czytaj: niepijący już wiele lat), opowiada wtedy historię, że Wspólnota powstała w Akron, w stanie Ohio, w USA. Że był to rok 1935. Że dwóch beznadziejnych alkoholików, Bill i Bob. Że pierwsza grupa w Polsce nazywała się Eleusis (i do dziś się nazywa). Że to było 50 lat temu. Że jest prawie 120 000 grup na świecie. I że Program. Że świeczka. Że kapelusz. Że Bóg. Że Tradycje.
Tak naprawdę myślę, że wystarczyłoby powiedzieć, że Wspólnota opiera się na doświadczeniu założycieli, którzy zauważyli, że gdy rozmawiali - nie pili i nie chciało się im. I że mówimy o Bogu, nie mając na myśli żadnej religii, bo ruch AA jest od tego wolny. Boga rozumiemy jako Siłę Wyższą. I spotykamy się, żeby trzeźwieć razem. Że przedstawiamy się imieniem i/lub pseudonimem, dodając do tego „alkoholik”, jeśli chcemy.
I tyle.
Spotkałem się z tym argumentem już kilka razy: „mówili o Bogu i nic z tego nie rozumiałem”. Słyszałem też: „od razu ktoś mi zaproponował kawę, powiedział, żebym siadał, poklepał po plecach”.
Dlatego myślę, że dużo ważniejsze jest pokazać Wspólnotę w działaniu i „zadbać” o nowicjusza, oferując mu / jej kawę, a nawet tylko mówiąc: Fajnie że jesteś.Świetnym pomysłem jest dzielenie się doświadczeniem pierwszego mityngu. I najlepiej, żeby mówili ci „młodzi stażem”. Są najbardziej autentyczni dla nowicjusza.
Podczas odwyku usłyszałem, że przyjeżdżają „dinozaury”, nie pijący dwa lata. Pomyślałem wtedy, że to niemożliwe jest - tyle nie pić.
Dziś wiem, że sam nie piję trochę dłużej.


Komentarze
Pokaż komentarze