W ośrodku odwykowym nauczyłem się mówić o sobie: alkoholik. Mówiłem to kilka razy dziennie, tak często, że bałem się, że prosząc o bilet powiem: Jestem alkoholikiem, poproszę bilet.
„Mówić” nie znaczy „rozumieć”.
Tak zwaną „tożsamość alkoholika” zdobyłem w zupełnie innej sytuacji. Nie palę już kilkanaście lat, wtedy jednak wychodziłem ze wszystkimi na papierosa, podczas przerwy w mityngu. I tak staliśmy sobie w kręgu na rynku miasta, w którym mieszkam. Pomyślałem nagle, że mnie ktoś w tym towarzystwie zobaczy, alkoholików, i co sobie pomyśli. Jak piłem, nie było mi wstyd chodzić po rynku - pomyślałem. - Teraz nie będę się wstydzić, że trzeźwieję.
Teraz, gdy myślę o sobie „alkoholik”, uśmiecham się do siebie. Mam ciekawe życie, rozwijam się, wszystko się układa - raz lepiej, raz gorzej, aczkolwiek - układa się.
Niektórzy swoją trzeźwość utożsamiają z AA. Jestem trzeźwy, bo chodzę na mityngi - powiadają.
Ja nie. Trzeźwieję dzięki wsparciu Boga, Jakkolwiek Go Pojmuję. Trzeźwieję, bo widzę sens w moim życiu. Trzeźwieję, bo mam dla kogo żyć. Trzeźwieję, bo mam po cel. A tym nie jest chodzenie na mityngi. Ja z kolei lubię powtarzać: Chodzę na mityngi, żeby trzeźwieć. Nie trzeźwieję po to, żeby chodzić na mityngi.


Komentarze
Pokaż komentarze