Ty to się w ogóle nie przejmujesz - powiedziała mi kiedyś Żona, gdy niewzruszenie pomijałem milczeniem fakt, że jest korek. A przez to spóźnimy się na ślub przyjaciół.
Kiedyś myślałem, czemu właściwie ludzie się przejmują. Przejmują się, że mogą coś stracić. Pracę. Pieniądze, Pozycję. Mogę czegoś nie zyskać. Prestiżu. Lajków. Uznania innych. Coś może pójść nie tak.
Wiele zależy - a jakże - od systemu wartości. Nie chcę stracić trzeźwości - na niej opiera się mój świat. Rodzina. Praca. Itp. Nie przejmuję się jednak tym CZY ją stracę, bo nauczyłem się dbać, by nie chodzić w miejsca, gdzie piją, a nawet jeśli tam jestem, to wychodzić w momencie, gdy mi to przeszkadza.
Nauczyłem się być sobą i dobrze mi z sobą. Nie przejmuję się liczbą lajków pod notkami, bo nie po to je piszę. Nie interesuje mnie liczba komentarzy, jestem wdzięczny za każdy z nich, lecz nie od tego uzależniam swoje samopoczucie. Nauczyłem się patrzeć na siebie, nie interesować się, jak mnie widzą inni. Czy to znaczy, że nie przejmuję się czytelnikami? Jestem wdzięczny widząc, że ktoś czyta. Z przyjemnością odpowiadam na komentarze. Chętnie czytam prywatne wiadomości i odpowiadam na nie. Szanuję czytelników i ich poglądy.
A to, że coś nie poszło jak JA chcę? Bóg nie daje mi tego, co chcę, a to, co mi potrzebne. No właśnie.


Komentarze
Pokaż komentarze