Dziękuję Ci za to, co mi dałeś, co mi odebrałeś i co mi zostawiłeś. Proszę Cię o odebranie lęków i wybaczenie ludziom krzywd, które mi zrobili i które sam sobie zrobiłem. Daj mi siłę, bym lepiej spełniał Twoją wolę. Bądź wola Twoja, nie moja.
Ta formułka weszła mi w krew. Traktuję ją jak mantrę, gdy potrzebuję się uspokoić. Gdy mam trudne chwile, na przykład odczuwam napięcie. Gdy jest mi źle.
Mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję nie jest bogiem grożącym, strasznym. Jest oparciem i czuję, bardzo często czuję, że jest przyjazny.
Moja Żona cierpi i kiedyś pewnie złorzeczył bym i klął na czym świat stoi, znajdując kolejny powód do picia. Dziś jestem wdzięczny, że mogę oddać Jej czułość, jaką okazała mnie. Że mogę o Nią dbać i troszczyć się o Jej komfort. Cieszyć się, gdy widzę ulgę i uśmiech.
Nie dzielę już swoich przeżyć na „dobre” i „złe”. Uważam, że doświadczam różnych rzeczy i są mi one potrzebne. Dziś mogę czuć się z nimi źle, lecz istnieje szansa, że przygotowują mnie do czegoś gorszego. Jest też szansa, że dzięki termu będę wdzięczny następnego dnia za to, że czuję się lepiej.


Komentarze
Pokaż komentarze