Jest całe mnóstwo substytutów alkoholu. Prawie alkoholowych: takich, jak piwo bezalkoholowe, bezalkoholowe wino (które kupiłem ostatnio Żonie, o czym pisałem), a nawet drinki bezalkoholowe o smaku (na przykład) rumu z colą. Te są dla smakoszy (jak wspomniana przed chwilą Żona). Problem z nimi jest taki, że nie dają „kopa”. Wskazanie z terapii jest takie, żeby nie próbować, bo właśnie owego „szumu w głowie” będzie nam brakować. I w końcu przestanie nam „bezalkoholowe” wystarczać.
Są też substytuty działania: leki, narkotyki - najprościej - środki zmieniające świadomość. W AA mówi się o „zapiciu”, co wyklucza używanie innych środków.
A przecież nie chodzi ani o smak ani o procenty.
„Trzeźwość” oznacza dla mnie brak wspomagania środkami, podążanie uczciwą drogą, nie na skróty. Nie piłem dla „szumu w głowie”. Nie piłem (na pewnym etapie) dla smaku.
Szukałem zapomnienia. Ukojenia. Oderwania się od rzeczywistości. Resetu. Ucieczki. Rozwiązania, które przyjdzie jutro.
Rzecz w tym, że nie dostawałem żadnego z wyżej wspomnianych, a rozwiązania nie było.Jedyne, co miałem, to kaca. I nie pamiętałem.
Dziś pamiętam. Trwam w trzeźwości dzięki temu, że jestem uczciwy i Mojemu Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję. Wspólnota również mi pomaga. Żadne z nich nie jest substytutem alkoholu.


Komentarze
Pokaż komentarze