Zacząłem od terapii. AA nie znałem, nie lubiłem, bo kazali mi chodzić na mityngi. Wszystko to wydawało mi się sztuczne. Do dziś czasem mi się wydaje.
Terapia była dla mnie o tyle bezpieczniejsza, że wszystko, co powiedziałem terapeutce pozostawało między nią a mną. Na grupie terapeutycznej każdy podpisywał kontrakt, którego pilnowaliśmy.
W AA są Tradycje, odpowie ktoś. Tak, są nawet zasady obowiązujące na mityngu. Tylko wielokrotnie jedno i drugie nie jest przestrzegane, łącznie z zasadą anonimowości.
Nie twierdzę, że którykolwiek sposób jest lepszy. Akurat u mnie zadziałało to tak, że spróbowałem i nie piję. Do dziś.
Myślę, że przychodzi taki czas, gdy człowiek dorasta do terapii, mityngów czy w ogóle trzeźwienia. Czasem słyszę: byłem na 5 terapiach i dopiero w AA zrozumiałam o co chodzi. A może te pięć terapii właśnie do tego cię przygotowało?
Myślę też, że nie chodzi o to, czy zaczyna się od terapii, AA czy inaczej. Myślę, że ważne jest, żeby być uczciwym wobec siebie. Zaufać komuś. Opowiedzieć.
I wtedy żadne obietnice nie są potrzebne.


Komentarze
Pokaż komentarze