Stereotyp głosi, że Wspólnota AA to prawie „Wolność, równość braterstwo”.A ja nie lubię stereotypów.
Spotkałem wielu członków Wspólnoty AA, z częścią z nich miałem okazję być na mityngach, z częścią toczyć ciekawe (i mniej ciekawe) rozmowy, a część poznać dużo dokładniej.
Niektórzy imponowali mi (a niektórzy nadal imponują): spokojem, podejściem do życia, duchowością, której nie miałem. Niektórych podziwiałem (a niektórych nadal podziwiam) - choć może to nienajlepsze słowo. Chodzi o to, że mam ogromny szacunek do wysiłku, jaki włożyli w swoje zdrowienie. Niektórzy urzekli mnie swoją historią i słuchałem ich zauroczony.
Bardzo lubię, gdy przychodzi nowicjusz lub nowicjuszka. Staram się wtedy być pomocny, uśmiecham się przyjaźnie i z przyjemnością tłumaczę, gdzie kawa, gdzie herbata, przedstawić ideę. Dwie pierwsze rzeczy robię zwykle na mityngach.
Mityngi są jednak jedną ze scen mojego życia. Jednym z jego aspektów. W pracy nie uśmiecham się i nie zawsze jestem przyjazny, szczególnie, gdy bronię swojego zdania lub stanowiska. Na mityngach nie ma konfliktów…
Albo też - nie powinno być. Bo jedyne, czego nauczyłem się we Wspólnocie AA to tyle, że tworzą ją ludzie. A ludzie nie są idealni, w przeciwieństwie do idei. Dlatego daleki jestem od idealizowania ludzi ze Wspólnoty AA tylko dlatego, że są.


Komentarze
Pokaż komentarze