Miałem taki okres w trzeźwieniu, że wszyscy wydawali mi się pijącymi zbyt dużo. Albo tuż na krawędzi uzależnienia. Diagnozowanie uzależnień proszę pozostawić nam - powiedziała mi terapeutka grupowa.
Miała rację. Wtedy przeszedłem na tryb: „jestem ponad to”. Udawałem, że nie przeszkadza mi alkohol w moim otoczeniu, nie przeszkadzają pijący ludzie i w miarę tego picia zachowujący się coraz bardziej skandalicznie. Powiedziałem sobie: pomyśl, co możesz zrobić dla innych, a nie co inni tobie robią - usłyszałem kiedyś od jednego alkoholika.
I tak zrobiłem na imprezie firmowej. Porozmawiałem z kolegami ze wsparcia technicznego. Wysłuchałem spowiedzi dziewczyny, której bardzo nie lubiłem i zaoferowałem, że odprowadzę ją do pokoju, dodając, że w alkoholu nie znajdzie rozwiązania. Pozachwycałem się nad pięknym widokiem z inną koleżanką, którą bardzo lubiłem. Zrobiłem sobie nieprzystojne fotki z szefową regionu i szefową działu na Polskę.
Bawiłem się świetnie, lecz po jakimś czasie postanowiłem wyjść. Poszedłem do pokoju i położyłem się spać.
Nie wiem, czy i kto pije normalnie. Wiem, że mnie alkohol nie służy. Widzę też, że mam (często) łatwiej niż „pijący normalnie”. Oni nie zastanawiają się. Nie analizują. Nie poradzili sobie ze sobą.
A ja to mam. Właściwie to cieszę się, że zostałem alkoholikiem - powiedział kiedyś na mityngu kolega. A ja myślę sobie, że powinienem wstydzić się, gdy ludzie widzieli mnie pijanego. Teraz nie mam się czego wstydzić, bo coś z tym pijanym sobą robię. Właściwie - zrobiłem.


Komentarze
Pokaż komentarze