Kiedyś lubiłem patrzeć wstecz. Uważałem, że jest ważne, że wreszcie przestałem się zamartwiać, ile lat zmarnowałem, ile bym zrobił, dokąd doszedł, jeśli tylko przestałbym pić trochę wcześniej. Przy tym, lubiłem patrzeć na wielkie postępy, jakie zrobiłem od czasu zaprzestania picia. A już porównując z czasem, gdy piłem, to w ogóle.
Dziś nic nie szkodzi, gdy tak sobie spojrzę wstecz.Przestałem się w tym tylko nurzać.
Wciąż wiele drogi przede mną. Największym grzechem mojego tarzania się we własnej za!@##$%^stości było poczucie skończenia wielu spraw. Załatwienia na dobre.
Nie jest tak, że nic nie osiągnąłem. Nie „przerabiałem” Programu, tym niemniej mam wrażenie, że wiele z tego, co podczas tego procesu się dzieje, mam już za sobą. Wciąż odkrywam jednak swoje „trupy w szafie”. Wciąż gdzieś tam czają się demony, które widziałem w swoich pijackich wizjach.
Na szczęście ich nie widzę i to również uznaję za ważne, że potrafię zajmować się różnymi sprawami i nie skupiać się na tym, że jestem alkoholikiem. Jestem, powinienem o tym pamiętać, aczkolwiek bynajmniej się nie zadręczać. Kiedyś człowiek, który poszedł na terapię w wieku 73 lat, po prawie dwóch latach niepicia powiedział mi, że jest dobrze jak jest i więcej nie jest potrzebne.
Nie ma „za późno” na zmianę życia - powiedział ktoś ostatnio na mityngu. - Najlepsze lata życia wciąż masz przed sobą.


Komentarze
Pokaż komentarze