Popularne powiedzenie w AA mówi, że wszyscy jesteśmy równi, nie ma szefów. Pomijając nawet fakt, że ci, którzy tak mówią, najczęściej uważają się niejako za „lepszych”, to następuje pewne zjawisko, które niekoniecznie uważam za pozytywne. Napisane jest w Tradycjach, że nie powinniśmy stać się organizacją, aczkolwiek możemy powoływać służby.
Dziś usłyszałem, że literatura aowska to taka, która jest wydana przez Biuro Służby Krajowej. Znaczy, że nie można wydać książki, np. Anonimowi Alkoholicy gdzie indziej? Albo też, czy znaczy to, że książki innych wydawnictw (np ta, z której teraz korzystam) to nie jest literatura AA?
I po co w ogóle to określenie: „literatura aowska” lub „nieaowska”? My i oni?
Kiedyś rozmawiałem ze swoją terapeutką o końcu terapii. Zapytała mnie, kiedy się skończy. Terapia to proces, podróż - odpowiedziałem jej. - Jak tam dojdę, będę wiedział.
Wspólnota AA to nie jest firma, do której wpłacam swój wkład, żeby czerpać korzyści. Nie kupuję udziałów w AA. Do kapelusza wrzucam pieniądze dlatego, że mamy być samowystarczalni, nie dlatego, że chcę mieć ciastka X a nie Y na stole.
Na mityngu zwykle staram się wypowiedzieć. Staram się podzielić siłą, doświadczeniem i nadzieją, wierząc, że komuś będzie potrzebna moja opowieść. Cieszę się, że ktoś skorzystał.
Nie wiem, czy to wystarczające. Mnie wystarcza.


Komentarze
Pokaż komentarze