Wczoraj wybraliśmy się z Przyjacielem na mityng do miejscowości i do grupy, w której jeszcze nie byliśmy. Nie było tam łatwo dojechać, jak również nie wiedzieliśmy czego szukać na miejscu. Pytaliśmy ludzi bez skrępowania, a po mityngu, który zresztą był całkiem ciekawy, śmialiśmy się, że w tym mieście przestaliśmy być anonimowymi alkoholikami.
To właśnie osiągnęliśmy dzięki naszej trzeźwości.
Przyjaciel prowadzi wykłady i nie boi się tego. Ja nie boję się zadań, jakiekolwiek by nie były i jakkolwiek by się nie potoczyły.
Był taki punkt zwrotny w moim zdrowieniu, gdy uświadomiłem sobie istnienie Boga Jakkolwiek Go Pojmuję, który ma dla mnie Wielki Plan, którego nie rozumiem. Dotarło do mnie wtedy, że nie jest zasadnym pytanie: dlaczego to się stało. Zasadnym jest pytanie: po co mi to potrzebne?
Kiedyś katowałem się przeszłością i dołowałem dlatego, że była niekoniecznie w jasnych barwach. Marnowałem czas, gdybając co było, gdybym zrobił coś wcześniej, lepiej, szybciej, inaczej.
Na przykład, gdybym przestał pić.
Dziś rozumiem, że jestem w tym miejscu, w którym miałem być. I to dziś mam zrobić to, co jest do zrobienia. Nie wczoraj.


Komentarze
Pokaż komentarze