Jestem narcyzem, zdiagnozowanym. Mam skłonność do samouwielbienia i jest mi to nawet czasem potrzebne, na przykład w pracy przydaje się, gdy mam coś prezentować.
Najpierw na terapii, potem we Wspólnocie jednak uczyłem się, że są różne miejsca, w których potrzebne są różne zachowania. Dlatego też narcyzem mogę być w pracy, na mityngach jednak dzielę się doświadczeniem, siłą i nadzieją.
Nie mam drastycznej historii, dlatego też na początku czułem się, jakbym nie przystawał, nie pasował tam, bo tam są prawdziwi alkoholicy, którzy mieli problemy z prawem, stracili wszystko, odwróciła się od nich rodzina, spali na ulicy itp. Właśnie wtedy brakowało mi świadectwa kogoś takiego, jak ja, który zatrzymał się w porę.
Owszem, miałem taką myśl, gdzieś po drodze, że może jednak nie jest ze mną tak źle. Że może ….
Właśnie dlatego mówię na mityngach. Dlatego jeżdżę po różnych grupach i mówię o sobie. Być może komuś się przyda ta wiedza, to doświadczenie.
Bo już dawno przekonałem się, że jestem szczęśliwcem. Nie siedziałem w więzieniu, Żona nie odeszła, miałem dom. Jeszcze. I to jest moja opowieść.


Komentarze
Pokaż komentarze