Wielokrotnie pisałem tu, że nie lubię stereotypów.
Denerwuje mnie również wygłaszanie jakichś treści bez uprzedniego przeanalizowania ich, jakiejkolwiek refleksji, bo „ktoś mądrzejszy powiedział”. Szczególnie, jeśli „tym kimś” jest ktoś, kto ma po prostu nieco dłuższy staż we Wspólnocie AA.
W Wielkiej Księdze jest taki fragment (czytany zresztą na początku każdego mityngu: Do zdrowia nie wracają ludzie, którzy nie mogą lub nie chcą poddać się całkowicie temu prostemu programowi. Zazwyczaj są to mężczyźni i kobiety, którzy nie potrafią zachować uczciwości wobec samych siebie. Istnieją tacy nieszczęśnicy. To nie ich wina, prawdopodobnie tacy się urodzili.
Przez długi czas powielałem ten schemat - to chorzy ludzie, trzeba im pomóc, trzeba ratować za wszelką cenę. Bo na tym polega Wspólnota.
To nie zawsze jest tak. Często za problemami z alkoholem u takich ludzi stoi nie choroba alkoholowa, a problem z osobowością. I właśnie z powodu tejże osobowości często oni nie chcą pomocy. Chcą troski, pożałowania, współczucia, korzyści takich czy innych. Nie chodzi im o trzeźwienie, zdrowienie, rozwój. I nie dlatego, że się tacy urodzili. Ostatnio określił to doskonale mój przyjaciel.
To nie ich wina, tacy się po prostu urodzili - powiedział. - Tylko potem, przez ileś lat, nie zrobili z tym nic. I to już jest ich wina.
Nie mam nic więcej do dodania.


Komentarze
Pokaż komentarze