Zawsze staram się pamiętać o Pierwszej Tradycji: Nasze wspólne dobro powinno być zawsze na pierwszym miejscu; powrót do zdrowia każdego z nas zależy od jedności AA. Od jedności. Nie od: jednomyślności.
Usposobienie mam przyjazne, grzeczne i z natury jestem miłym człowiekiem. Przestałem tylko robić to na siłę. Jeśli przychodzi nowicjusz, ściskam mu dłoń, pokazuję, gdzie jest kawa, zagaduję. Jeśli nowicjuszka - nie przytulam jej, chyba że tego właśnie sobie życzy i tak samo, staram się również zagadnąć. Nie nadskakuję, nie narzucam się. Nie ciągnę za język.
Znam kilka alkoholiczek i kilku alkoholików od kilku lat jeżdżąc z nimi na mityngi. Niektórych słucham z zainteresowaniem i przyjemnością, nigdy nie wiedząc, czym mnie dziś zaskoczą. Przy niektórych wyłączam się, bo i tak z góry wiem, o czym będą mówić.
Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje sympatie i antypatie. Lubimy się i nie cierpimy. I nie ma co udawać, że jest inaczej.
Dlatego też w sali mityngowej każdemu podam rękę, nikomu nie przerywam i nie komentuję. Słucham z uwagą, a czasem udaję, że słucham, by nie okazać braku szacunku. Jedność, nie jednomyślność.
Poza tym nie muszę tych ludzi lubić, cenić, czy się z nimi spotykać. Nie muszę ich poznawać na ulicy. Bo poza mityngiem wybieram, kto działa na mnie tylko dobrze. Nie ukrywajmy, że są też tacy, którzy mogliby mi zaszkodzić. Albo ja im.


Komentarze
Pokaż komentarze