Nie trzeźwieję od wczoraj, więc widziałem już kilka grup, które powstały i - można powiedzieć - byłem przy ich narodzinach. Widziałem też wiele grup, które istnieją ileś lat, jak na przykład ta, w której zaczynałem swoją podróż z AA - ma już 30 lat.
Do większości „młodych” grup jeździłem - nie po to, żeby je wspierać. Czułem potrzebę i nie chodziło bynajmniej o Piątą Tradycję (Każda grupa ma jeden główny cel – nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi), bo dotyczy ona grup, a ja jechałem we własnym imieniu. I posłanie, uważam, to trzeba nieść do więzień czy inne miejsca typu terapie, gdzie jest potrzebna wiedza, że jest sposób i jest co robić po zakończeniu terapii.
Grupa AA nie jest silna tymi, którzy przyjeżdżają do niej z zewnątrz. To tymczasowe wsparcie, które kiedyś się skończy i w takiej sytuacji są tylko dwa możliwe scenariusze. Jeden jest taki, że znajdą się na miejscu ludzie, którzy będą działać przyciąganiem a nie reklamowaniem. Drugi jest taki, że się nie znajdą i wtedy grupa udaje, że działa tymi kilkoma przyjezdnymi.
Co nie znaczy, że źle, iż jest. Istnieje i ludzie w okolicy wiedzą. Widzą, że coś się dzieje. Obserwują zmianę u tych, których skreślili - być może.
Bo grupa jest tak silna, jak wielu nowicjuszy do niej przychodzi.


Komentarze
Pokaż komentarze