Wielokrotnie pisałem o tym, że nie „przerobiłem” Programu. Nie miałem sponsora i nie wiem, czy go potrzebuję.
Był taki człowiek, o którym pomyślałem na początku. Obserwowałem go na mityngach, z uwagą słuchałem i podziwiałem jego spokój. Poprosiłem o spotkanie, pytając, czy nie zechciałby być moim sponsorem. Spotkajmy się - powiedział. Spotkaliśmy się na kawie i rozmawialiśmy o Programie, o nim i o mnie.Wahałem się, czy powinienem zająć się terapią, czy może Programem. Nie chciałem mieszać jednego z drugim. Jesteś bardzo samoświadomy - powiedział mi. - Dajmy temu czas.
Na jakiś czas straciłem go z oczu. Dziś wciąż bardzo lubię go słuchać, bardzo chętnie się z nim spotykam jak również nadal podziwiam jego spokój i niezachwianą pogodę ducha, choć widzę jakiś mrok na jego czole, z czasów, gdy się nie widzieliśmy.
Wszyscy jesteście moimi sponsorami - powiedział mój Przyjaciel na którymś mityngu. Również nie „przerobił” Programu.
Z tymże Przyjacielem wymyśliliśmy, podpatrując trochę pomysł z jednej z grup, które odwiedzamy, żeby zrobić warsztaty Kroków. Nie dlatego, że nie chcemy chodzić na mityngi. Nie dlatego, że nie ma takich warsztatów. Nie dlatego, że dla tych, które są, nawet w pobliżu, chcemy być konkurencją. Nie chcemy również konkurować ze sponsorami.
Dajemy wybór.
Chcemy pracować nad sobą. Nie nad wizerunkiem.


Komentarze
Pokaż komentarze