Lubię oglądać futbol amerykański. Kiedyś była to dla mnie bezładna bieganina, aż któregoś wieczoru/nocy (jeszcze przed małżeństwem), wróciłem do domu, oczywiście pod wpływem i nie miałem co ze sobą zrobić. Byłem zbyt pijany by czytać, a zbyt trzeźwy, żeby spać. W telewizji leciał mecz futbolu amerykańskiego i jakimś cudem zapamiętałem zasady.
Spodobała mi się ta gra - trzeba przejść 10 jardów. Jeśli nie - cofamy się o 10 jardów. Gdy mamy piłkę gramy drużyną do ataku, gdy nie mamy, gramy drużyną do obrony. Genialne w swojej prostocie. i quaterback - najważniejszy gracz, to ten który dostaje piłkę. Cała drużyna (poza tym, który ewentualnie zdobędzie punkt i jego „ochroną” broni do niego dostępu, bo on ma rzucić piłkę tam, gdzie kolega będzie za parę sekund. Niesamowicie zespołowa gra.
We Wspólnocie tak samo gramy o wspólny wynik - zgodnie z Pierwszą Tradycją (Nasze wspólne dobro powinno być zawsze na pierwszym miejscu). Gramy w jednej drużynie, wspieramy kolegę, który jest w stanie zagrażającym jego trzeźwości. Mamy przejść 10 jardów, kolejny dzień. Bierzemy czas i naradzamy się odnośnie kolejnego manewru spotykając się na mityngach. Czasem zdobywamy punkt, świętując kolejną rocznicę i cieszymy się z tego wspólnie, jak drużyna.
Może tylko jesteśmy dużo łagodniejsi, niż gracze na boisku. I nie mamy piłki, a Wielką Księgą nie przystoi rzucać. Poza tym, chyba niewygodnie.


Komentarze
Pokaż komentarze