Bardzo mi przeszkadza hasło „24 godziny”. Myślę, że jest przydatne dla nowicjuszy, gdy jeszcze dokucza obsesja picia. Może jako pewna metafora nieskupiania się na przyszłości, drobiazgowego planowania - nada się.
Nadgorliwość gorsza od faszyzmu - powiada popularne przysłowie, i ja się z nim nie mogę nie zgodzić.
Istnieją badania potwierdzające, że szczęśliwym nie da się być za rok, po osiągnięciu celu, po zrealizowaniu czegoś. Nasz mózg jest po prostu - jak narkoman i endorfinki nie wystarczają na długo. Stąd po kupnie nowego domu o którym marzę i o który się staram - wiem, że nie będę szczęśliwy. Po co mi to zatem?
W tym domu jestem w stanie wyobrazić sobie chwilę, gdy na tarasie, o poranku siedzę z Żoną i - patrząc w stronę gór - pijemy sobie kawę. Taką właśnie szczęśliwą chwilę jestem sobie w stanie wyobrazić. Sprawia mi radość dążenie, nie samo osiągnięcie celu.
I chcę te cele mieć - nie plany. Nie liczę, że zrobię to dziś, czy jutro. Mogę zrealizować jakąś część lub nie - bo akurat dziś tak wyszło, że pochłonęły mnie inne zajęcia. Mogę założyć jakieś ramy czasowe.
Właśnie dzisiaj chcę przeżyć ten dzień dobrze i nie od razu załatwić w nim problemy całego mojego życia. „Dzisiaj”. Po którym mam nadzieję na „Jutro”. Nie plan, ale cel.


Komentarze
Pokaż komentarze