Chętnie pomogę, jeśli ktoś potrzebuje pomocy. Nie jest dla mnie ważne, czy jest czy też nie jest alkoholikiem. Niby w czym alkoholik jest lepszy od pierwszego lepszego człowieka na ulicy?
Nie pomogę jednak zawsze i za wszelką cenę. Jest taka zasada ratownictwa medycznego: najpierw zadbaj o swoje bezpieczeństwo. We Wspólnocie nauczyłem się dbać również o siebie. Nauczyłem się również tego, że szczególnie alkoholikom nie warto pomagać za wszelką cenę.
Mam na przykład taką znajomą, która po każdym zapiciu twierdzi, iż wolno jej, bo jest alkoholiczką. Zapicie jest wliczone w chorobę, nic przecież się nie stało.
Otóż - właśnie stało się, bo trzeźwienie nie polega na tym, że idzie się na terapię, chodzi na mityngi, a przede wszystkim nie pije. Wielu znajomych ze Wspólnoty powiada, że podczas początków trzeźwienia zamiast pijanego s….syna byli trzeźwymi s….synami.
Dlatego też - nie pomagam wszystkim i za wszelką cenę. A Wspólnocie dam tyle, ile potrzeba, ale nie będę się poświęcać. Mam wiele innych osób, które na to zasługują. To oni chciałbym, żeby mi wybaczyli. To oni, chciałbym, aby byli szczęśliwi. Na mityngu spędzam dwie godziny. Często godzinę. Z nimi jestem cały pozostały czas.


Komentarze
Pokaż komentarze