Byliśmy na wyjeździe u szwagierki. Przyszedłem spod prysznica, a szwagierka rozmawiała z moją Żoną, tylko w majtkach i koszulce. Nie zerwała się, nie uciekła, bynajmniej nieskrępowana moją obecnością.
Nie mam za wiele rodziny. Dużo więcej jej mam od strony Żony, aczkolwiek nie wszystkim opowiedziałem o tym, że byłem na terapii, że jestem alkoholikiem. Wyznałem to szwagierce, rozmawialiśmy o tym zresztą wielokrotnie. Pytała mnie o Wspólnotę, terapię, jak się takie rzeczy załatwia, jak może pomóc koleżance, która ma problemy z mężem. Odpowiadałem zawsze spokojnie, wyczerpująco, tak długo jak potrzebowała.
Wielokrotnie usłyszałem od niej, że mnie podziwia. Że to niesamowite. Że powinienem być dumny, bo to wielkie dokonanie.
Zauważyłem, że ludzie mnie słuchają, gdy mówię. Nie przerywają mi. Nie lekceważą moich słów. A ja wszystko pamiętam. Pamiętam, o czym rozmawialiśmy, pamiętam co robiłem i jak to zrobiłem. Uśmiecham się, nie obrażam, nie zaczepiam. Zwykle do pożegnania dodaję: Wszystkiego dobrego. Z szacunkiem podchodzę do każdego, kogo spotykam.
Myślę, że dlatego szwagierka nie czuła się przy mnie skrępowana. Po prostu wiedziała, że nie zrobię chamskich uwag, nie będę jej obmacywać wzrokiem ani - tym bardziej - przekraczać jakichkolwiek granic. Nawet, gdy tylko we dwójkę poszliśmy do łazienki, gdzie opowiadała mi szczegóły remontu
Niespodzianek to ty już narobiłeś - powiedziała mi moja pierwsza Terapeutka. .
Wie, czego się po mnie spodziewać. Tak samo moja Żona. Moi Synowie. I wszyscy inni.


Komentarze
Pokaż komentarze