Chyba jestem starej daty. Miałem w życiu kilku przyjaciół, niektórych z nich nawet do dziś nazywam tym mianem, niektórych z przyzwyczajenia.
Gdy przyszedłem do Wspólnoty AA, już poza oddziałem odwykowym, z własnej woli, bardzo przeszkadzało mi nazywanie innych „przyjaciółmi”. Przyjaciele byli dla mnie na Facebooku, więc mocno zdeprecjonowało mi się to pojęcie. Po kilku mityngach zauważyłem jednak, że oni wierzą w to, co mówią, wierzą, nazywając mnie przyjacielem. Po jakimś czasie i ja zacząłem mówić o „przyjaciołach”.
Zauważyłem jednak, że nie każdy we Wspólnocie jest moim przyjacielem. Co więcej, nie każdy pomaga mi w trzeźwieniu. Niektórzy wręcz mi szkodzą w kolejnych krokach ku wolności i pogodzie ducha. Na przykład narzekając, że wychodzę po godzinie mityngu. I co to za mityng, na godzinę.
Dziś zauważam, że zależy mi na kilku osobach z grona AA. Dzwonię do nich, pytam, co słychać, piszę SMSy. Czasem spotykamy się na kawę, czasem jedziemy gdzieś razem, czasem gramy w ping-ponga.
Tych ludzi nazywam przyjaciółmi. W AA mam też wielu znajomych.


Komentarze
Pokaż komentarze