Dziś pojawił się na mityngu temat żon. Kolega miał dwunastą rocznicę trzeźwości i opowiadał, że spędził z Żoną pięćdziesiąt lat. Z czego ponad dwadzieścia będąc trzeźwym.
Jestem wdzięczny mojej Żonie, że mnie nie zostawiła. Jestem bardzo wdzięczny mojej Sile Wyższej, Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję, że wyjeżdżając z ośrodka odwykowego, naprawdę miałem do czego wracać. Czekała na mnie Żona, czekali Synowie. Czekała Ciocia, w moim rodzinnym mieście i Brat, daleko w Stanach. I moja Przyjaciółka, którą za bardzo chciałem leczyć. Dzięki czemu nauczyłem się nie zmieniać ludzi.
To wszystko dała mi Wspólnota - mawia wielu z moich kolegów. - Wszystko dzięki Wspólnocie - powtarzają.
Z uporem godnym lepszej sprawy.
Ja twierdzę, że u mnie było inaczej. Na terapię namówiła mnie Żona i to dla niej tam pojechałem. Żeby dała mi spokój. Moją motywacją było to, że pojadę, pobędę, dostanę papierek, że nie jestem alkoholikiem i będę mógł już pić z czystym sumieniem.
Mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję przemówił ustami mojej Żony, powodując, że trafiłem na terapię, a tam postawił na mojej drodze terapeutkę, która wiele spraw mi pokazała.
Jestem zadowolony, bo mam dobre życie, spokojne i radosne. Między innymi dzięki temu, że chodzę na mityngi. A nie znalazłem tego, dzięki Wspólnocie, tylko dlatego, że ciężko pracowałem, by to osiągnąć.


Komentarze
Pokaż komentarze