Choćbym szedł ciemną doliną/zła się nie ulęknę/bo Ty jesteś ze mną - to Psalm 23.
Pamiętam taką sytuację, że moja babcia wylądowała w szpitalu. Poszedłem wtedy specjalnie do kościoła rano, przed szkołą, żeby pomodlić się o jej zdrowie. Bardzo żarliwie prosiłem Boga w tym kościele podczas tej mszy, by moja babcia wyzdrowiała.
Babcia zmarła tego samego dnia, dowiedziałem się, gdy wróciłem ze szkoły.
Poczułem się oszukany i obraziłem się na Boga, bo z Kościołem i jego sługami nie miałem najlepszych stosunków, mimo (a może właśnie dlatego) że byłem ministrantem.
Od tamtej pory już o nic nie prosiłem Boga, przestałem być ministrantem, a gdy wyjechałem na studia, w ogóle przestałem chodzić do Kościoła.
Gdzieś tam jednak miałem przeczucie, wewnętrzne przekonanie, że gdzieś tam jest jakaś Siła Wyższa. Że to wszystko ma jakiś głębszy sens.
Teraz wiem, że jest Większy Plan. Mój Bóg, jakkolwiek Go Pojmuję, jest blisko. Dlatego już nie mam w sobie tyle lęku. Choć wciąż jeszcze się zdarza.
PS. Notka z poprzedniego dnia. Z jakiegoś powodu nie opublikowała się wczoraj.


Komentarze
Pokaż komentarze