Zastanawiam się, czy to przyszło z wiekiem. Kiedyś zależało mi bardzo na opinii innych, chciałem, żeby mówili, że jestem fajny, że jestem ciekawym człowiekiem. Żeby mi słodzili.
Mam z tym problem - jestem narcyzem i nic na to nie poradzę.
Co udało mi się zrobić, to zejść z piedestału. Wciąż kusi, żeby na niego z powrotem wyjść i czasem zdarza mi się czuć niedocenionym z powodu, że ktoś nie zauważył, jak ładnie nie włażę z powrotem na piedestał.
Nie jesteś bohaterem - powiedziała mi jedna z terapeutek na odwyku. - To twój zasrany obowiązek.
Utrzymanie abstynencji, czy już teraz raczej: życie w trzeźwości, nie jest łatwe. To jest praca, ciężka praca, a nie po prostu osiągnięcie celu i tyle. Trenować trzeba cały czas - powiedział dziś zaproszony gość na mityngu.
Nadwrażliwość jest we mnie. To część tego, jaki jestem. Czasem bardzo potrzebuję swojej nadwrażliwości: gdy trzeba pomóc, gdy trzeba dostrzec moment, gdy pomoc jest potrzebna.
Poza tym nie pozbędę się swojego uzależnienia - a nadwrażliwość jest jego częścią. Pijany ja wciąż we mnie jest i to on mi podpowiada, że powinienem się czuć gorszy.
Nie chodzi o pozbycie się. Poradzenie sobie na zawsze. Chodzi o trzymanie wszystkiego w ryzach. Da się też zdrowo, bez alkoholu. Jestem przykładem.


Komentarze
Pokaż komentarze