Na naszym ślubie ksiądz powiedział nam: Spójrzcie na piaskownicę. Dzieci bawią się, kłócą, po chwili godzą i wszystko znów jest w porządku. Bo nie chodzi o rację, tylko żeby było dobrze. I o to samo chodzi w małżeństwie.
Myślę, że chodzi również o wybór. Każdego dnia dokonuję wyborów, aczkolwiek od czasu, gdy nie piję, zgadzam się na konsekwencje moich decyzji.
Nie potrzebuję sobie podnosić odwagi, bo szanuję swój strach i daję sobie do niego prawo. Przełamywanie swoich ograniczeń, wychodzenie poza własną strefę komfortu jest dla mnie bardzo ważne. Tylko w ten sposób umożliwiam sobie rozwój, tylko w ten sposób mogę iść do przodu.
Terapia była trudna. Czasami trudne są mityngi. Trudne są działania, które podejmuję i moje decyzje i nie chodzi tylko o prostackie: co cię nie zabije to cię wzmocni.
Wychodzę z założenia, że mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję nie daje mi na barki więcej, niż mogę unieść. Jeśli wydaje ci się, że nie dasz rady, to masz rację: wydaje ci się - powiedziała kiedyś na mityngu jedna alkoholiczka.
Mam wybór. Nawet, gdy wydaje się, że wyboru nie ma.


Komentarze
Pokaż komentarze