Bardzo często nie podoba mi się to, że rozpoznaję w sobie różne uprzedzenia, myślenie stereotypami czy po prostu obawę przed nowym doświadczeniem. Nauczyłem się to jednak rozpoznawać właśnie dlatego, że staram się być ponad to. Właśnie wtedy staję przeciw sobie, wychodzę (choć nie bez strachu) na spotkanie z nieznanym.
Co z tego mam?
Przełamując siebie, próbuję się rozwijać. Diament, zanim stanie się kamieniem szlachetnym, trzeba oszlifować - usłyszałem na którymś z mityngów. To doświadczenie dało mi do myślenia o tyle, że dbamy o naszych Synów. Pomyślałem, że być może robimy im trochę krzywdy, starając uchronić ich przed trudnymi przeżyciami, sprawdzając na przykład, czy ktoś nie dokucza im w szkole, czy się nie przewrócą itd.
Gdy wspominam swoje dzieciństwo, choć miałem je spokojne i przyjemne, pamiętam doświadczenia właśnie takie doświadczenia, gdy się z kimś pobiłem, kłóciłem, coś zbroiłem lub doznawałem jakichś upokorzeń. Wydaje mi się, że to te doświadczenia mnie kształtowały, trochę jak ten diament, który się szlifuje.
Myślę jednak, że chodzi też o coś innego - o to, że zawsze mogłem porozmawiać z mamą, ciocią, babcią. Przeżyć to jakoś, przegadać. Ładnie napisał to autor książki, na podstawie której w tym roku piszę swoje przemyślenia: Nie umieraj od tysiąca ukłuć. Jesteś wart więcej niż to.
Nic nie mam do dodania.


Komentarze
Pokaż komentarze